Odpowiedzialność społeczna przedsiębiorcy, a motywacja pracownicza.

Dziś wielu przedsiębiorców ma świadomość tego, że motywowanie pracowników jest ważnym aspektem działalności menadżerskiej. Odnoszę jednak wrażenie, że wydaje się im to istotne jedynie dlatego, że wierzą w to iż jest to opłacalne. Głównie dlatego, że wdrożenie nowego pracownika jest kosztowne. Chciałbym jednak przedstawić aspekt etyczny motywowania i systemu motywacji pracowników.

Czym jest motywacja, a czym odpowiedzialność społeczna?

Odpowiedzmy sobie najpierw na to ważne pytanie. Philip Zimbardzo pisze: „Motywacja (motivizion) to ogólny termin na określenie wszystkich procesów zaangażowanych w rozpoczęcie, kierowanie i podtrzymanie aktywności fizjologicznych i psychicznych” 1. Motywowaniem nazwiemy zatem wywoływanie (w sobie lub w innych) tych procesów.
Odpowiedzialnością społeczną możemy nazwać dobrowolne zobowiązanie do uwzględniania interesów społecznych, ochrony środowiska przez przedsiębiorcę (a w efekcie przez przedsiębiorstwo) w trakcie budowania strategii, oraz  rzestrzeganie tego zobowiązania w działalności przedsiębiorstwa 2. Ta odpowiedzialność przejawiać się może w finansowaniu publicznego transportu, budownictwa, rzetelnej informacji na temat produktów, trosce o ekologię3
i wielu innych.
Jest jednak jeszcze jeden aspekt, w którym odpowiedzialność społeczna przedsiębiorstwa może zostać wyrażona- umożliwienie rozwoju pracownikom, którzy przecież również są częścią tego społeczeństwa.

Motywowanie pracowników- w czym się przejawia?

Motywowanie zakłada, że można wpłynąć na wewnętrzny stan napięć pracownika w celu skłonienia go do pracy, lub zwiększenia jej wydajności. Dlatego musi wykorzystywać metody i narzędzia wpływu społecznego, które nierzadko stawiają osobę stosującą je świadomie na pograniczu manipulacji. Wykorzystują one często naturalne potrzeby drzemiące w ludziach. Dodatkowo Abraham Maslow różnicuje motywację na wynikającą z niedoboru i wynikającą z potrzeby wyjścia poza stan aktualny4.
Dlatego w dwojaki sposób motywować pracowników: albo zabierając im, lub utrudniając dostęp do pewnych nagród, lub strasząc odcięciem tego dostępu (obcinanie premii, grożenie zwolnieniem); albo roztaczając przed nimi wizję zaspokojenia potrzeb wyższego rzędu takich jak rozwój i uznanie. Nawet gdyby oba podejścia były tak samo efektywne, to warto zastanowić się jakie efekty, oprócz zwiększenia wydajności pracownika, przynosi nasze działanie.
W pierwszym przypadku wywołany stan jest bliski niewolnictwu. Praca wynika z zagrożenia (życia, stabilizacji) pracownika, zatem wydaje się pracownika degenerować. Nie ma co liczyć na inwencję tak motywowanego pracownika.
Nie ma też co liczyć na jego lojalność. Widać ten efekt aktualnie w Polsce: wcześniej zatrzymanie pracownika było proste, gdyż panował rynek pracodawcy, wysokie bezrobocie oznaczało wysoką konkurencję wśród pracowników.
Dodatkowo w wypadku ludzi starszych strata pracy na pół roku mogła oznaczać całkowite wypadnięcie z „obiegu”. Aktualnie przy zwiększonym wzroście gospodarczym i otwarciu granic w swobodnym przepływie między innymi pracowników, polskie firmy nie wytrzymują niejako konkurencji z zachodnimi przedsiębiorcami.
Zastanawiające jest, że ludzie gotowi są jechać tysiące kilometrów i rozstawać się z rodzinami; moim zdaniem nie jest to tylko wynikiem nadziei na zwiększenie zarobków5.
Odkładając jednak na chwilę sytuację aktualną w Polsce, zastanówmy się co się stanie, jeżeli większość pracodawców zacznie straszyć swoich pracowników. W takim czarnym scenariuszu łatwo dojść do wniosku, że prędzej czy później praca sama w sobie stanie przestanie być źródłem dumy, czy zadowolenia. Raczej będzie przykrym obowiązkiem, lub nawet przedmiotem żartów. Ktoś, kto wkłada wiele energii w pracę stanie się w oczach społeczeństwa „frajerem”6.
Etos pracy przestanie istnieć. Bumelanctwo i kombinowanie będzie wartościową i cenną umiejętnością. Do tego spadek zaufania społecznego i mamy idealną mieszankę, która zwolni skutecznie wzrost dobrobytu całej społeczności.
Wracając jeszcze na moment do problemu emigracji zarobkowej. Sam, pracując w wakacje, jeszcze w liceum, w pewnej z firm po usłyszeniu nowych wymogów co do wydajności pracy, gdy ktoś wyraził niezadowolenie usłyszałem, że przed bramą czeka stu takich, co będą za połowę tego co my pracować. Osobiście nie przejąłem się tym za bardzo – w końcu chciałem mieć tylko trochę oszczędności na rozpoczęcie studiów, jednak pracowali tam ludzie, dla których ta praca oznaczała byt! Nie trudno mi wyobrazić sobie, jak właśni Ci ludzie pierwsi szturmowali przysłowiowe zmywaki w Londynie również po to, żeby wreszcie pracodawca potraktował ich po ludzku.
Weźmy teraz pod lupę pozytywny sposób motywacji. Oprócz oczywistych profitów dla organizacji, takich jak wzrost wydajności, inwencji i zadowolenia pracowników, degeneracja społeczna opisana wcześniej na pewno nie wystąpi z tego powodu.
Wyobraźmy sobie dziecko, przysłuchujące się rozmowie rodziców, którzy wymieniają się osiągnięciami w pracy, chwalą rozwojem i wręcz promieniują zadowoleniem. Niemal pewne jest, że w swoim dorosłym życiu będzie szukało ono pracy, która w co najmniej takim samym stopniu będzie źródłem zadowolenia. Zdaję sobie sprawę, że przykłady te nie są poparte żadnymi badaniami, jednak wydaje mi się, że brzmią po prostu rozsądnie.
Dlatego pokuszę się o stwierdzenie, że przedsiębiorca etyczny jest w stanie, oprócz towarów wymienionych w cenniku, produkować szczęście.
W sytuacji dominowania takiego postępowania wśród menadżerów – skutki są odwrotne do przedstawionych powyżej. Budowane jest społeczeństwo uczciwej pracy, które w całości pracuje na swój dobrobyt.
Warto jeszcze dodać, że dostarczając pracownikom możliwości rozwoju, sprawiamy po prostu, że są nieco szczęśliwsi.

Dlaczego zatem etyka czasem się nam gubi?

„Wymiar etyczny bywa często sztucznie eliminowany z rozważań o zarządzaniu i dlatego bez wzajemnego powiązanie mówi się często o władzy jako o samodzielnym zjawisku – i o trosce o innych, byciu w emocjonalnej relacji do innych jako o osobnym od władzy. Tymczasem te stany są dwoma ekstremami wymiaru etycznego organizowania. Dopiero wzięte razem przestają mieć charakter typów idealnych i zawierają całe spektrum realnych możliwości odniesienia
ludzi do siebie.”7
Mamy skłonność do upraszczania. Czasem, żeby coś zrozumieć, musimy zbudować zubożony model, gdyż inaczej nie bylibyśmy w stanie zrozumieć całości. Nie ma w tym nic nagannego, pod jednym warunkiem: nie możemy zapomnieć, że mamy do czynienia z uproszczeniem! Nie można zapomnieć, że jest tam coś jeszcze. Coś co może nie przynosić bezpośrednich dochodów:
„Władza formalna – struktura, jest uważana za aktywny potencjał i kojarzona z przywództwem. Troska o innych, często przybierająca aktywną postać podporządkowania władzy, jest w rzeczywistości drugą stroną tej samej monety. Jedna relacja nie występuje bez drugiej;”8
To jest właśnie powód, dla którego warto przypominać o etyce biznesu i etyce w ogóle. Działalność biznesowa, jak każda inna działalność nigdy nie jest oderwana od otoczenia, zatem na nie wpływa. Skoro tak, to na tych, którzy podejmują działalność, ciąży jednocześnie odpowiedzialność, żeby przyniosła jak najwięcej pożytku, przy jak najmniejszej ilości strat.

Związek społeczeństwa z przedsiębiorstwem.

W pracy „Etyka biznesu” została podana odpowiedzialność przedsiębiorcy:
“[Menadżer odpowiada – gp] Za wypracowanie zysku. Biznes produkuje zyski. Firma, a dokładnie zarząd firmy, musi powiększać zdolność zasobów rzeczowych i osobowych do tworzenia i produkowania bogactwa. Odpowiedzialność ta – pisze P. Druckner – jest nie do odrzucenia i absolutna. […]
Ale społeczeństwo nie może wziąć z przedsiębiorstwem rozwodu. Musi ponieść straty, jeśli przedsiębiorstwo nie produkuje koniecznych zysków, musi ubożeć, jeśli nie odnosi sukcesów. Nakłada to na firmę obowiązek zarządzania w pancerzu etyki”9.
Rozmyślania na temat nieetycznego zarządzania zdają się być potwierdzane tym cytatem. Chcę tylko dodać jeszcze jedno przemyślenie: jak społeczeństwo może się bogacić kosztem zubożenia społeczeństwa? To wyraźna sprzeczność potwierdzająca rację bytu etyki w naukach traktujących o gromadzeniu bogactw.

Jak promować etykę?

J. Dietl i W. Gasparski proponują10 następujące metody promowania etyki:
  1. “Propagowanie dobrych wzorów, “budujących” przykładów. Powszechnie znane jest postępowanie znanego
    menadżera, który w najgorszym dla Chryslera roku, jako szef koncernu zredukował wysokość swojej pensji do jednego dolara rocznie” – moim zdaniem najlepsza i najtańsza. Ci którzy mają szczęście doświadczać potrzeby etycznego postępowania muszą dawać (i niejako „siłą rzeczy” dają) dobry przykład.
  2. “Stanowcze potępianie nieetycznych zachowań. ” Co oznacza zdefiniowanie kodeksu etycznego i definitywne jego przestrzeganie.
  3. “Powołanie sądownictwa polubownego”, które jest świetnym sposobem na budowanie więzi społecznych. Do tego społecznie akceptowana instytucja arbitra będzie idealna do realizowania punktu poprzedniego.
  4. “Treningi wrażliwości etycznej. ” dla tych, którzy nie mieli szczęścia tej wrażliwości się wyuczyć11.
    Miałaby ona polegać na przedstawianiu pozytywnych przykładów etycznego postępowania, które odniosły pożądany skutek. Dietl i Gasparski proponują również nawyk stawiania się po drugiej stronie. Można to nazwać nauką „menadżerskiej empatii”.

Czym tak w ogóle jest etyka?

Na zakończenie, aby domknąć rozmyślania, chciałbym zamieścić dwa wybrane cytaty z pracy „Etyka biznesu”, które odpowiadają na te pytanie.
Pierwszy Tadeusza Kotarbińskiego:
“Tadeusz Kotarbiński, w pracy ‘Medytacja o życiu godziwym’ podkreśla znaczenie takich wartości, jak: miłość i przyjaźń, sprawiedliwość, hierarchiczność celów oraz kierowanie się głosem sumienia, które domaga się od nas postawy znamiennej dla opiekuna, na którym można polegać, spolegliwego opiekuna12
Drugi Jana Pawła II:
„… Człowiek najpełniej afirmuje siebie, dając siebie … nie przyjmując perspektywy daru z siebie samego , zawsze istnieje ryzyko wolności egoistycznej”

Powyższy tekst to praca zaliczeniowa na przedmiot “Etyka w biznesie”, napisana w połowie 2008 roku. Bardzo ciekawie i inspirująco wykładany przez dra Leopolda Zgodę. Jego wykłady otworzyły mi oczy na to, czego do tej pory nie widziałem (choć może gdzieś pod skórą czułem). Postanowiłem się tym tekstem podzielić (tym bardziej, że został on dobrze przez doktora oceniony :))

1Cyt. P.G.Zimbardzo, Psychologia i życie, Warszawa: Wydaw. Naukowe PWN, 1999, s.436
2Zob. Wikipedia, Wolna encyklopedia, http://pl.wikipedia.org/wiki/CSR, Dostęp 24/05/2008
3Zob. Anna Lewicka-Strzałecka, Etyczny wymiar przekształceń gospodarczych w Polsce, pod red. Adama Węgrzeckiego ; Akademia Ekonomiczna w Krakowie, s 147
4Zob. P.G. Zimbardo, F.L. Ruch Psychologia i życie, Warszawa 1997, s. 404.
5Można dopatrywać się tutaj nadziei na lepsze traktowanie, o czym za chwilę.
6Warto porównać to z nast. cytatem: „Najprawdopodobniej określenie “etyczny menadżer” wywołałoby u licznej grupy co najmniej zdziewienie, komentarze i znaki zapytania. Bo “etyczny” obecnie w Polsce to właściwie jaki: “naiwny”, “nieprzedsiębiorczy”, a może wręcz “głupi”?”, Etyka biznesu, red. nauk. Jerzy Dietl, Wojciech Gasparski, s.210
7Cyt. Etyka Biznesu, J. Dietl, W. Gasparski, s.192
8Tamże.
9Cyt. Etyka biznesu, s. 209
10Zob. Tamże, s. 224 – 225
11Również dla tych, którzy to szczęście mieli – zawsze warto tę umiejętność pogłębiać.
12Por. z pojęciem aktywne współczucie i z ideą Bodhisattwy w buddyzmie, http://www.diamentowadroga.pl/dd20/wspolczucie_jezyk_bodhisattwy, http://www.diamentowadroga.pl/dd25/dzialania_bodhisattwy
Share Button

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *