Gmail wraca do wersji beta…

Ok, sam nie lubię być manipulowany krzykliwymi nagłówkami, więc przyznaję, że tytuł jest naciągany jak wiele niusów w dzisiejszych stronach informacyjnych (w czym moim prywatnym zdaniem króluje webinside wśród portali technologicznych).

Dlatego prawidłowym tytułem byłby:
Gmail udostępnia wtyczkę, dzięki której logo na stronie gmail.com znów jest opatrzone etykietą “beta”.

Niby nic takiego – właściwie ciekawostka, ale czytając wpis na blogu gmail można odnieść wrażenie, że odkrywa się przed nami prawdziwa natura aplikacji internetowych: niekończąca się zmienność.

Nie jest już tak, jak kiedyś office przestał być wersją beta, zapakowali w pudełka i był office 97 (albo 98, czy ileś-tam). Teraz aplikacje internetowe są w ciągłej wersji beta. Z tym, że sens słowa “beta” zmienił się z oznaczającego niestabilność aplikacji (zawieszanie się, utrata danych, nieoczekiwane zachowanie) do niestabilności funkcji rozumianego jako potencjał do rozwoju.

Z pewnym smutkiem muszę stwierdzić, że wielu klientów i wytwórców aplikacji internetowych myśli o aplikacjach internetowych w sposób statyczny – taki jak w przykładzie z officem.

Z przyjemnością włączyłem sobie tą wtyczkę, aby nie zapomnieć, że w dzisiejszych czasach faza beta jest czymś pozytywnym.